Bezpieczna przestrzeń…

…dla śpiewania. A jeśli Ci powiem, że nie istnieje?

Dużo się mówi o bezpiecznej przestrzeni w naszym życiu. Jest potrzebna – wręcz niezbędna dla prawidłowego, zdrowego rozwoju w każdym wymiarze odnośnie naszego ciała, psychiki, a także w rozwoju naszego głosu.

Szukamy bezpiecznej przestrzeni właściwie wszędzie. Mówimy o komforcie, który jest możliwy jedynie tam, gdzie czujemy się bezpiecznie – gdzie sprzyjają nam okoliczności. Szukamy miejsc przyjaznych, znajomych lub spójnych z naszymi oczekiwaniami. Wybieramy warsztaty pod hasłem „Bezpiecznej przestrzeni dla głosu” ufając metodom pionizującym nas na całe życie.

Jako Vocal Coach także podkreślam, iż tylko w bezpiecznych warunkach nasz głos odpowiada w pełni potencjału. Odpowiada na potrzeby emocji, do których ma dostęp jedynie podczas wglądu czując się bezpiecznie.

A jeśli Ci powiem, że „bezpieczna przestrzeń” nie istnieje?
Że warunki stwarzane u troskliwego, uważnego nauczyciela to ostanie miejsce, w którym możesz sobie pozwolić na komfort …?

O co więc chodzi? Czy te wszystkie hasła nie maja sensu ?

O CO CHODZI Z BEZPIECZNĄ PRZESTRZENIĄ…

14 lutego tego roku, śpiewałam z moim przyjacielem koncert składający się z najpiękniejszych miłosnych duetów musicalowych. Byliśmy jedynymi solistami w towarzystwie wspaniałej Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Zielonogórskiej pod batutą Katarzyny Tomala-Jedynak.

Dwa dni wcześniej przyjechaliśmy na próbę z orkiestrą.
Wchodzę na scenę lekko podekscytowana i nagle widzę całą przestrzeń sceniczną zajętą przez rozstawione instrumenty oraz pulpity. Na środku stoi ambona dla pani Dyrygent. Wreszcie na proscenium znalazło się niewielkie miejsce dla nas wokalistów.
Dla aktorki musicalowej to zupełnie nowe warunki pracy. Jestem przyzwyczajona do organizacji orkiestry „pod podłogą” 😀 czyli w orkiestronie lub gdzieś z dala od aktorów by nie ograniczać sceny dla tańca czy ruchu scenicznego.
Tym razem taniec nie był przewidziany (choć i tak znalazłam sobie miejsce jak widać na zdjęciu), było za to ponad 50 nieznajomych osób wokół, których oddech (miałam wrażenie) czuję za plecami… oraz kilkaset przede mną na widowni.

Wtedy poczułam jak moje ciało sztywnieje, w brzuchu pojawiają się nieprzyjemne łaskotki, śluzówka nagle staje się Saharą, a energia z sekundy na sekundę odpływa z głowy do stóp opuszczając moje ciało. Już wiem, że nie zaśpiewam w pełni mojego potencjału i żadna technika mi nie pomoże… Przypominam sobie natychmiast, że jestem po chorobie, że mój głos jeszcze nie doszedł do siebie, a ja przecież już nie śpiewam tak często jak dawniej, że wszyscy na pewno to słyszą i uważają, że jest źle (choć nie wydałam z siebie jeszcze ani jednego słowa)… Stoję ogarnięta lękiem i tylko o tym jestem w stanie myśleć… Tak, po 30 latach pracy na scenie, moje ciało oraz umysł wciąż potrafi mnie zaskoczyć.

„GDZIE JEST MOJA BEZPIECZNA PRZESTRZEŃ !!!!” Krzyczało moje wnętrze…

I tutaj dochodzimy do sedna.

Dla nas, wokalistów nie istnieje taka przestrzeń z założenia.
Gdziekolwiek odważymy się wyjść z naszą wrażliwością, trafimy na REALNY ŚWIAT.

  • Trafimy na ludzkich odbiorców. Odbiorców bardzo różnych i nieprzewidywalnych. Zarówno tych przyjaznych, życzliwych, jak i przepełnionych kompleksami lub oczekiwaniami. Ludzi zmęczonych, niespełnionych, nieszczęśliwych, przepełnionych trudnymi emocjami, z którymi nie potrafią sobie poradzić, więc przelewają je na nas.
  • Trafimy na różnice poglądów oraz gustów niekoniecznie nam przychylnych, do których każdy ma prawo.
  • Trafimy na trudne do nagłośnienia pomieszczenia akustyczne, co nie daje komfortu śpiewania już z założenia.
  • Trafimy na pana dźwiękowca, który zamiast współpracy będzie miał nieodpartą potrzebę udowadniania swojej władzy, a Twoje odczucia co do dźwięku są przecież bezzasadne tak samo jak i Twoje potrzeby na scenie.
    Będziemy wydawali z siebie głos, a dzięki warunkom zewnętrznym, na które nie mamy wpływu, nie pokażemy ani swojej wyjątkowej barwy ani mocy dźwięku.

Czy to wszystko brzmi jak bezpieczna przestrzeń sprzyjająca stwarzaniu komfortu dla naszego głosu?
Chyba nie… A właśnie z tym mierzymy się zazwyczaj w naszej pracy.

Wtedy do mnie dotarło, że stratą czasu jest szukanie i oczekiwanie bezpiecznej przestrzeni na zewnątrz. Jedyne miejsce, które zna moje potrzeby i da mi poczucie bezpieczeństwa to moje wnętrze i to właśnie tam powinnam ZBUDOWAĆ bezpieczną przestrzeń.

Mogę mieć cudownych nauczycieli, którzy dają możliwość śpiewania i rozwijania się „bez oceny”, ale prędzej czy później z tego gniazda trzeba wyjść, a tam już nie jest tak bezpiecznie.
W każdym aspekcie, to nasze poczucie własnej wartości oraz pewność siebie przynosi nam bezpieczne zakotwiczenie w każdych warunkach.
Jeśli świat zewnętrzny nam nie sprzyja, moje nastawienie do siebie i stanie za sobą rozwija moje skrzydła i jestem w stanie unieść się ponad wszystko. Natomiast jeśli mój konstrukt psychiczny jest chwiejny i niestabilny, nawet w najbardziej sprzyjających warunkach pod wpływem lęku, sami sobie możemy odebrać głos.

Jeśli szukasz bezpiecznej przestrzeni … zacznij budować ją w sobie 🙂

AUTOR ZDJĘCIA : Kuba Vollkommen

Pozostałe wpisy na blogu: BLOG EWA LACHOWICZ

Moje szkolenia: REZERWACJA